﻿<title_newspaper="Przekrój"> 
<title_article="Wiedeńska sesja">
<author_1="Jarosław Iwaszkiewicz">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1953">
<month="12">
<date="1953-12-20">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Wiedeńska sesja Światowej Rady Pokoju szczególnie była obfita w spotkania z wybitnymi indywidualnościami całego świata. Z naukowców można było zauważyć przede wszystkim sylwetkę — jak gdyby młodego człowieka — profesora Joliot-Curie. Niezapomniane wrażenie wywarła na uczestnikach sesji mowa przewodniczącego Akademii Nauk ZSRR Nieśmiejanowa. Robi on także duże wrażenie w osobistym kontakcie, jako człowiek wielkiej kultury i mocnego — zdaje się — charakteru. Mowa naszego profesora Infelda dopełniała swą precyzją i żarliwością obrazu udziału uczonych całego świata w dziele obrony pokoju.
Z pisarzy widzieliśmy wielkiego chińskiego prozatora Mao-Duna; niestety, nie znamy jeszcze w języku polskim jego utworów. Przyjaciele radzieccy, którzy już te przekłady mają u siebie, zapewniali mnie o wielkiej ich wartości. 
Nazim Hikmet jak zwykle serdecznie witał swoich polskich przyjaciół, dla których ma specjalną słabość. Jorge Amado rozpytywał się o przekłady swoich powieści, których nowe wydania ukażą się w dużej ilości na początku przyszłego roku. Anna Seghers to przecie jedna z najpoczytniejszych w Polsce pisarek. Wie ona o tym i okazuje nam zawsze swoją prostą serdeczność.
Tym razem w Wiedniu nie wielu było muzyków. Nasz Panufnik był dosyć osamotniony i nie mógł sobie znaleźć partnera do wystąpienia z wnioskiem o założeniu międzynarodowego związku w obronie prawdziwej muzyki, mogącego się przeciwstawić zalewającemu świat dodekafonizmowi. Jest to w tej chwili jego ulubiony konik. Trzeba mieć nadzieję, że doprowadzi on swoje zamierzenia do pomyślnego rezultatu.
Wiedeń z jego wspaniałym kościołem świętego Stefana, z jego Breuglami, które za każdym razem odwiedza nasza delegacja z należnym nabożeństwem, z jego wspaniałą muzyką — poważną i lekką — stanowi doskonałe tło dla tego rodzaju spotkań. Najmilszym na pewno akompaniamentem naszych obrad jest zawsze to echo, jakie znajdują one wśród prostych a tak miłych ludzi stolicy Austrii, którzy nie szczędzą nam oznak swojej sympatii i serdeczności. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
